Witamy w idealnym sklepie rowerowym!
[ zadzwoń do nas: 61 639 32 29 ]

sprawdzony sklep i serwis

sprawdź opinie naszych klientów na google i facebook'u!

darmowa wysyłka akcesoriów

jeśli zamówisz akcesoria za więcej niż 300 zł - wysyłka kurierska gratis!

odwiedź nasz sklep stacjonarny

poznań - ul. bukowska 82/84

Czas na kilka słów o moim rowerze – Surly Karate Monkey

Posted On: lip 2, 2014

Categories: SURLY

Tags: surly , karate monkey , 29er

 

Mam ten rower już dwa lata i jakoś wciąż nie składało się, aby o nim napisać.

Dzisiaj nadrabiam zaległości. Surly, jako firma rowerowa była na moim radarze już od dawna. Podoba mi się ich niszowe podejście do rowerów. W ich katalogu nie znajdziecie tzw. zwykłych rowerów. Każdy pojazd, na który Surly naklei swoje naklejki, ma to specjalne coś, odróżniające go od reszty. Zacznijmy chociażby od wspomnianych naklejek… tak, są to zwykłe naklejki, które jak Ci się nie podobają, po prostu je odklejasz i po kłopocie, a nie wymyślne kolorowe malowanie, które każdego roku w nowej kolekcji musi być inne, idące z duchem czasu, modą i całą resztą wytycznych.


Surly Karate Monkey

Naklejki?

Ja, z czystego snobizmu, nie pozbyłem się jeszcze naklejek z mojej ramy. Wracamy do tematu… Karate Monkey – tak nazywa się rama, na której jeżdżę. Jest to flagowy 29`er Surly. Bardzo mocno wahałem się czy wchodzić w to całe 29 cali, ponieważ nigdy wcześniej nie miałem okazji porządnie pojeździć na rowerze z dużymi kołami, a 26 cali zupełnie spełniało moje oczekiwania. Ciekawość jednak zwyciężyła. Była to jedna z lepszych decyzji w moim rowerowym życiu! 29`er okazał się strzałem w dziesiątkę. Wahałem się czy nie wziąć modelu Ogre, który ma tę samą geometrię, ale ma przeprojektowany tylny trójkąt ramy, w którym hamulec tarczowy zamontowany jest na dolnych widełkach oraz rama i widelec mają dodatkowe punkty montażowe do akcesoriów, bagażników, błotników i rowerowej przyczepki Bill i Ted.

To na co padło?

W wyborze pomogła mi kobieca część mojej osobowości. Ogre był dostępny wtedy w kolorze pomarańczowym, a Karate Monkey w czarnym. Na wiele sposobów próbowałem przekonać siebie, że pomarańczowy to fajny kolor na ramę, ale nie udało się. Przez chwilę prawie zepchnąłem Karate Monkey na drugi plan i zacząłem rozmyślać o kolejnym rowerze, który stałby się moim koniem roboczym, na którym dojeżdżałbym do pracy i gdzie zamontowałbym fotelik dla dziecka… Przemyślałem jednak sprawę i postanowiłem dostosować Surly do moich potrzeb.

Tak powstało drugie wcielenie.

Dla wygodniejszej jazdy z przednim fotelikiem zamontowałem wspornik kierownicy z regulowanym kątem oraz dodałem tylny bagażnik. Trzecia inkarnacja nastąpiła tej jesieni. Dotychczas znałem mojego Surly jako singlespeed, ale z nadejściem chłodniejszej pogody i wietrznych dni, brakowało mi trochę lżejszych biegów. W drodze do sklepu i z powrotem do domu często mam dwie sakwy na bagażniku. Biegi wydawały się dobrym rozwiązaniem, nie miałem ochoty aż tak bardzo się pocić.

Jaki napęd?

Zdecydowałem się na napęd 1×9. Kółka zbudowałem na węższych, szosowych obręczach i nawet na początku założyłem chude opony 700x25c. Świetnie jeździło mi się na asfalcie, ale po polnych i leśnych wertepach już mniej, a stanowią około 30% mojej trasy do pracy. Poza tym lubię pojeździć po bezdrożach, więc nie miały one większego sensu na dłuższą metę. Po tygodniu miałem już dość męczenia się na wąskich oponach i założyłem uniwersalne opony 700x37c i tak na razie zostało.

Czy polecam?

Jakie wnioski z tego całego pisania o Karate Monkey… Rama jest nadzwyczaj uniwersalna, dokładnie to czego szukałem. Jak widać na powyższych zdjęciach ten rower może wszystko, wystarczy tylko odpowiednio skonfigurować osprzęt. Wiosną, może latem mam plan powrócić do grubych opon, ale tym razem z biegami. Prawdopodobnie będzie to biegowa piasta Shimano Alfine. Poza tym chcemy brać na dłuższe wypady rowerami naszą córkę, więc będę też ciągnął przyczepkę z dzieckiem – zupełna nowość dla mnie, podzielę się wrażeniami na pewno.